Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tesco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tesco. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2013

Internauto, jesteś tylko danymi osobowymi, czyli walutą jaką obracają internetowe giganty z USA

Zewsząd otaczają nas kamery, a systemy monitoringu wrosły w nasz krajobraz podobnie jak w świadomość internautów, że absolutną koniecznością jest posiadanie konta na Facebooku, Twitterze czy Google +. Do obu zjawisk podchodzimy z nieufnością, tylko że monitoring służy bezpieczeństwu (raczej post factum) a internet chronieniu społeczeństw przed zjawiskiem terroryzmu (tak mówią rządy) i jednocześnie robieniu pieniędzy.

5 listopada przypadała rocznica nieudanego zamachu na budynek brytyjskiego parlamentu przeprowadzona przez Guya Fawkesa. Angielski katolik, który w 1605 roku wystąpił w białej masce stał się idolem hackerów, a potem protestujących w 2012 na całym świecie przeciwko porozumieniu ACTA. W styczniu ubiegłego 2012 roku w dziesiątkach miast Polski młodzież wyszła na ulicę na zawołanie hackerów. Pod hasłami sprzeciwu wobec cenzurowaniu sieci przez blokowanie pirackich stron, domagania się danych osobowych piratów (ACTA) pokazała władzy co myśli o takich pomysłach.

Tymczasem 5 listopada, gdy miano się sprzeciwić prowadzeniu masowych podsłuchów głównie przez amerykański program NSA, niesprawiedliwości, szpiegowaniu społeczeństw, wprowadzaniu żywności modyfikowanej genetycznie w polskich miastach protestujących było często mniej niż ...zebranych dziennikarzy. Sprzeciw wobec ACTA, czyli AntiCounterfeiting Trade Agreement tj. międzynarodowej umowie utrzymywanej długo w tajemnicy - której zapisy przewidywały oddanie w ręce posiadaczy praw autorskich zbyt wielkiej władzy - zebrał na ulicach ok. 200 tys. Polaków.

Katarzyna Szymielewicz, prezes fundacji Panoptykon, która sprzeciwia się rosnącemu nadzorowi nad społeczeństwem, działa na rzecz ochrony praw człowieka i monitorowania zagrożeń związanych z nadmiernym nadzorem obywatela przez państwo w wypowiedzi dla Gazeta.pl w styczniu 2013 r. tak mówiła o powodach sprzeciwu m.in.: „Mogła być najróżniejsza, nie tylko wynikająca z potrzeby obrony szeroko pojętej wolności w internecie czy dostępu do kultury. Ludzi mógł oburzyć sam pomysł poddania ściślejszej regulacji sieci, która w powszechnym rozumieniu jest "Dzikim Zachodem" dzisiejszego świata. Mogli także dawać upust swojemu wkurzeniu na rządzących, występując w roli polskiej wersji ruchu Occupy".


Gdy mowa o międzynarodowych koncernach wykorzystujących oddawane przez nas dobrowolnie dane osobowe publicznych protestów jest mniej, a społeczne przyzwolenie jakby jest większe. Ostatnio wprowadzenie możliwości komentowania n YouTube tylko z użyciem profilu na Google + oburzyło wielu młodszych internautów, głównie tzw. gimbazę. Anonimowe komentowanie było wartością samą w sobie, no i dzięki temu internetowy hejt miał niezłą pożywkę. Pozornie tylko wygląda na to, że Google chodzi o to, by jeszcze bardziej zwiększyć zasięg. Pojedynczy użytkownik, a nawet grupa nie stanowi dla właściciela takiej usługi wielkiej wartości. Wartością są dane niezwiązane z naszą tożsamością a nasze upodobania czy dane dotyczące statusu społecznego. W internecie po prostu światowe koncerny walczą o wielkie pieniądze. Dokładne określenie do jakiej grupy konsumentów należymy sprawia, że Facebook, czy Google mogą handlować jeszcze dokładniejszymi danymi. Dopasowanie oferty reklamowej do grupy użytkowników staje się prostsze i – przede wszystkim – skuteczniejsze. A co za tym idzie droższe.

Kilkanaście dni temu brytyjskie Tesco poinformowało o wprowadzeniu technologii skanowania twarzy o nazwie OptimEyes. Pozwala ona odczytywać płeć klientów w kolejce do kasy i podzielić ich na 3 grupy wiekowe tak, by trafić z właściwą ofertą reklamową i wyświetlić ją na monitorze. Największa wypożyczalnia internetowa - Netflix zbiera różnego typu dane o swych użytkownikach by z prawie 75 % skutecznością zaproponować obejrzenie kolejnego filmu. Amazon - największy sklep internetowy na świecie wie już nie tylko, ilu widzów i jak oceniło dany film, ale potrafi łączyć te dane z profilem demograficznym, historią zakupów oraz ocenami innych filmów.

To nie science fiction. Rzeczywistość 2013 roku to gigantyczne zbiory danych przetwarzanych przez wielkie serwery. Najlepsza, najcenniejsza waluta o ludziach, którzy kupują dany model samochodu, latają samolotami na wakacje do konkretnych miejsc, klikają w linki w konkretnych porada tygodnia, czy dnia, to dane zbierane o naszym przemieszczaniu się z pomocą systemu GPS i Google Maps, itd.

Mizerny protest przeciwko NSA (Marsz Miliona Masek) kiepsko rokuje nam jako internautom. Nie interesujemy się tym zbytnio, a rządy i koncerny robią swoje. Konsumenci są z jednej strony coraz bardziej wrażliwi na wyłudzanie danych osobowych a jednocześnie miliony Polaków, zresztą jak setki milionów innych internautów, oddają mniej lub bardziej świadomie te dane gigantom online. Czy po aferze PRISM nasz rząd robi wszystko, by ograniczyć na naszym terenie działania tych koncernów? Czy polscy politycy bardziej skupieni są na wykorzystywaniu kanałów social mediowych na komunikowaniu się ze społeczeństwem niż na dbaniu o interes wyborców? Nadzwyczaj silna pozycja amerykańskich gigantów nie tylko na polskim rynku idzie w parze z zapewnieniami amerykańskiego rządu, że to dla naszego bezpieczeństwa stworzono tajny program inwigilacji elektronicznej PRISM. Dość zastanawiające jest, że do programu gromadzenia danych dobrowolnie przystąpiły wszystkie wielkie firmy nowych technologii, oprócz wspomnianych wcześniej także Microsoft, AOL, Apple, Yahoo, Skype...

O istnieniu programu Safe Harbor wie chyba niewielu internautów. Od 2000 roku istnieje porozumienie na mocy którego Unia Europejska uznaje, że amerykańskie firmy, które przystąpią do programu Safe Harbor są traktowane jako zapewniające odpowiedni poziom ochrony danych osobowych i mogą je przesyłać z Europy do USA. Po aferze z PRISM uznano, że dane nie są jednak bezpieczne i dlatego w Komisji Europejskiej toczą się prace wzmacniające gwarancję naszej prywatności, nowe prawo miałoby zmuszać koncerny do informowania użytkowników, że jesteśmy profilowani, czy w jakim celu i komu przekazywane są nasze dane osobowe.

Może ta KE i UE czasem się na coś przydają...

Fot. Vincent Diamante

czwartek, 29 sierpnia 2013

VOD z Tesco? Dlaczego hipermarkety nie powiedziały ostatniego słowa w online...

Blinkbox – powinniśmy w Polsce lepiej zapamiętać tę nazwę. W 2011 roku brytyjska sieć Tesco kupiła 80 procent udziałów w tym serwisie VOD. Dziś sieć znana raczej z hipermarketów liczy się na rynku Video On Demand na wyspach brytyjskich. Zapewne Tesco z milionem klientów na swoje usługi w Blinkboxie nie zawaha się sięgnąć po takie same rozwiązania także w Polsce.

Usłyszałem kiedyś od pewnego mądrego człowieka, że w polskim internecie karty są już dawno rozdane. Jak dowodzą wydarzenia z ostatnich kilkunastu miesięcy (fuzje, przejęcia) mylił się ogromnie. To nieprawda bo do gry wciąż mogą wejść światowi gracze z branż kompletnie odległych od internetu, choćby handlujący towarami FMCG. Obracający milionami nie zawahają się zainwestować w perspektywiczną branżę, po prostu w kanał zbytu towarów, który może przynieść dużą stopę zwrotu.



W Polsce też mamy nietypowe doświadczenia z wchodzeniem graczy ze świata offline w online. Spółka Czerwona Torebka przejęła kilka miesięcy temu większość udziałów w Merlin.pl, a Czerwona Torebka to przecież Mariusz Świtalski i jego olbrzymie doświadczenie w handlu detalicznym. Ostatnio Świtalski nagle zmienił strategię bo skończył mu się zakaz konkurencji wobec Jeronimo Martins (ta firma kupiła założoną przez niego w 1995 r. Biedronkę) i zamiast sieci pasaży handlowych pod nazwą Czerwona Torebka ma chyba zamiar – m.in. z pomocą Merlina – budować jednak sieć detaliczną.

Sama historia Merlina zaczęła się w 1997 roku. Założył ją Zbigniew Sykulski i jego koledzy z wydawnictwa Prószyński i S-ka, ci sami ludzie, którzy stworzyli potęgę tytułów prasowych „Cztery kąty, czy „Poradnik domowy“. Merlin był łakomym kąskiem dla Empiku, ale decyzją UOKiK-u nie powstała firma, która mogłaby być monopolistą na rynku handlu online. Tymczasem Czerwona Torebka i stojący za nią Świtalski to typowa spółka, której przychody pochodzą z niskiej marży na towarach kupowanych przez masowego klienta. A skoro w „stajni“ Świtalskiego jest Merlin (ta firma tworzyła pod koniec lat 90. standardy płatności online kartami kredytowymi w Polsce) to należy spodziewać się dalszych kroków integrujących oba kanały.

20 maja z polskiego rynku zniknęła sieć Beverly Hills Video, rozmyła się w nicości „śladem“ wielkiej sieci Blokbuster. Wypożyczalnie kaset video, a później płyty DVD i Blue Ray, straciły racje bytu za sprawą VOD. Początkowo VOD kojarzyliśmy jedynie z dostawcami treści video w tradycyjnych kanałach telewizyjnych (Ipla – Polsat, VOD od TVN Player). Gdy bowiem VOD zaczynało zdobywać popularność kluczowe były technologia i obszerna biblioteka tytułów. Dziś to pierwsze jest do zdobycia, spopularyzowało się, a to drugie można kupić rekompensując sobie koszty świadcząc usługę na duża skalę. Liderem jest VoD.pl należący do Onetu, który osiąga zasięg 16,2 % polskich internautów. Dużo i mało jednocześnie...

Pojawiły się też pierwsze sugestie, że na polski rynek wejdzie Netflix amerykański firma, której ofertę ogląda już ponad 38 mln internautów w 40 krajach. Wejście takiego giganta na europejski rynek (m.in. Wielka Brytania, Irlandia, Szwecja, Holandia) może zdynamizować rozwój usług VOD. Sztandarowym przykładem ofensywy Netflixa jest serial "House of Cards" z Kevinem Spacey w roli głównej. Prawdziwą przewagą konkurencyjną nad tradycyjną telewizją i kablówkami są dane jakie Netflix zbiera o zarejestrowanych użytkownikach. Firma twierdzi nawet, że to nie tylko zmniejsza koszty marketingu, ale, że jest w stanie prawidłowo zasugerować 3/4 klientom co mają obejrzeć z ich zbiorów. Prezes Reed Hastings przyznał, że "House of Cards" powstał na postawie badań przyzwyczajeń i zachowań subskrybentów - "przewidzieliśmy jak wielka będzie publiczność tego serialu".


A co ma do tego wszystkiego ma Tesco? Zasięg offline, czyli setki tysięcy klientów tej sieci, którzy jednocześnie korzystają w domu z internetu. Co za problem sięgnąć do ich kieszeni i poszerzyć swoją działalność przejmując jakiegoś gracza w Polsce, z dobrą biblioteką, w miarę nowoczesną technologią? I potem tylko połączyć wszystko ze sklepem Tesco w realu i tym z końcówką pl. O innych graczach nie wspomnę, hipermarkety nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. I rzecz nie tylko w VOD. Sporo wskazuje na to, że dopiero przeżyjemy u nas prawdziwą hossę na oglądanie filmów w internecie.