poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Trzy tygodnie bez Facebooka, by przekonać się, że jest w zasadzie zbędny

Głosy o „zepsuciu Facebooka” przez Marka Zuckerberga nie są przesadzone. Sam porzuciłem największy serwis społecznościowy świata na równe trzy tygodnie, by dojść do wniosku, że potrzeba jego posiadania jest znikoma, nikła. Trzyma mnie w nim branża w której działam i szansa na kontakt z wieloma znajomymi.

Ale po kolei. 6 sierpnia, czyli 3 tygodnie temu odinstalowałem aplikację w smartfonie i całkowicie się wylogowałem z przeglądarki. By dać szansę znajomym posiadania kontaktu ze mną pozostałem w zasięgu Messengera oraz byłem dostępny na Twitterze, Instagramie i w kilku innych miejscach :) Dziś, czyli 27 sierpnia mija dokładnie 11 lat jak zarejestrowałem się na Facebooku i uznałem, że taki eksperyment przed rocznicą może okazać się ciekawy, inspirujący. Od wielu miesięcy algorytmy jakie narzuca internautom Facebook stały się dla mnie kompletnie bezużyteczne. Ja pomijam, że FB zawsze okazuje mi „Najważniejsze wydarzenia” a nie „Najnowsze wydarzenia” (choć je nieustannie przestawiam nijak nie chce brać pod uwagę moich oczekiwań), ale treść na tzw. tablicy użytkownika nie miała dla mnie ostatnio żadnej wartości. A i tak jestem zaawansowanym użytkownikiem social mediów i wielokrotnie - przynajmniej raz na kwartał - zmieniam coś w ustawieniach, by to co widzę miało dla mnie sens. Dodaję i usuwam fan page, zmieniam widoczność grup, swoich postów, itd. Nic nie skutkuje.

21 dni pozwoliły mi częściej wracać na Twittera, który - z racji tego, że nie jestem dziennikarzem zdobywającym newsy - traktowałem jako serwis używamy w drugiej kolejności. Posiadając połączone konta postowałem na FB, a automat zamieszczał za mnie twetty na Twitterze. Czasem (mniej więcej 1 raz na 10) musiałem je jednak  z Twittera usuwać i poprawiać posty, ale rzadko. I tak się opłacało, nie zajmowało mi to tyle czasu co obsługiwanie obu serwisów z jednakową częstotliwością. Na Twitterze jestem od 27 lutego 2007 roku, czyli ok. pół roku dłużej i - podobnie jak do FB - mam do niego uwagi. Jedną rolę pełni dobrze: przy dobrze dobranej grupie osób, które się followuje można mieć znakomity przegląd wydarzeń, codzienną prasówkę krajowo-polityczną, zagraniczną i technologiczno-internetową (mniej więcej taka tematyka gości na moim Twitterze). Ten serwis świetnie służy dziennikarzom, politykom, marketingowcom i… trollom. Każdy serwis social media ma jakieś wady i zalety więc gdy używa się go umiejętnie da się z tym jakoś żyć. Z przesadą, ale niewielką rzekłbym, że jednak Facebook przestał nieść dla mnie jakąkolwiek wartość informacyjną (a raczej posty z newsami jakie mi „podsuwa" moja społeczność, czy media).

Przeżyłem na Facebook kilka okresów. Z grubsza dzielę swoją relację z nim na 3 epoki:
- okres twórczy, gdy między 2007 a 2010/2011 rokiem prowadziłem (lub mi podlegał) serwis Wiadomości24.pl dla Polska Press (został z końcem 207 r. wcielony w portal Naszemiasto.pl) 
- okres promocyjno-dziennikarski 2011 - 2016 gdy odpowiadałem za content w Polska Press a potem za online w Infor Biznes, czyli promowałem posty konkretnych artykułów, z konkretnych serwisów www
- okres biznesowy - od października 2016 r. gdy pracuje jako niezależny konsultant dla różnych podmiotów, w tym e-commerce oraz firm oferujących narzędzia dla wydawców

Napiszę jak weteran bo i tak się chwilami na FB czuję. Wiele widziałem na Facebooku: znajomych udostępniających posty z fake newsami (staram się to prostować), firmy i media oraz ich wpadki, zmiany algorytmów pokazywania treści, ale tak źle jak w ostatnich kilkunastu miesiącach nie było nigdy. Wyrażałem to głośno wielokrotnie w postach na FB. Stąd taka próba. Nie ma obowiązku posiadania konto na Facebooku, choć dziś wielu biznesów bez niego nie da się uprawiać. Znam takie - nie posiadają nawet własnej strony internetowej, a fan page zastępuje wszystko. Jest i miejscem marketingowym, i obsługą customer service. No i dobrze. Tylko pojedynczy, szary użytkownik ma coraz mniej fanu z tego co widzi po zalogowaniu się. I nie jest to tylko moja, odosobniona opinia. Kiedyś czegoś szukałem w marketplace FB. Pewnie dlatego dziś posty z nowymi ofertami sprzedaży aut, czy komputerów pojawiają mi się często, zdecydowanie za często, A nie mam już takich potrzeb. Podobnie z grupami. Jestem w różnych, a uporczywe przestawianie tego co ma mi pokazywać z grup kochany serwis na F… w końcu pomogło. Tylko, że ja nie mam czasu ciągle się tym „bawić”.

Dla Messengera - takie słowa słyszałem od studentów gdy pytałem ich po co używają Facebooka. Ostatnie 3 tygodnie dowiodły, że ze mną jest tak samo. Tyle w zasadzie ma mi do zaoferowania największy serwis społecznościowy świata. Wybaczcie znajomi z różnych kręgów i okresów mojego życia, ale wiele rzeczy znoszę, największe nawet bzdury jakie postujcie, ale ja ich po prostu nie widzę. Algorytm jest teraz taki, że jak nie wchodzicie w interakcję z moimi postami (najlepiej komentarze, gorzej like, choć też dają radę) to ani ja nie widzę waszych postów, ani wy moich.  
 
Reasumując ten dość krótki i emocjonalny wpis po okresie facebookowej abstynencji. Konta na razie nie usuwam choć jestem tego bardzo bliski. Ot można używać FB rzadziej, logować się po coś. Nie przesiadywać na Facebooku co wszystkim polecam. Przybyło mi bardzo dużo czasu, nie czuję, bym cokolwiek ważnego stracił, a stałem się za to dużo bardziej produktywny.

No i na koniec odwracając i trawestując słynne powiedzenie John F. Kennedy’go dziś jest czas gdy: Nie pytaj co ty możesz zrobić dla Facebooka, zapytaj co Facebook może zrobić dla Ciebie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz