niedziela, 18 marca 2018

Przymusowy smartfonowy detoks

Zbieg okoliczności sprawił, że pierwszy raz od około 9 lat spędziłem kilka dni zamiast ze smartfonem w kieszeni z komórką pozwalającą tylko dzwonić. Do łask wróciła na czas tego detoksu stara Nokia. Usterka iPhone 6S (a potem przedłużająca się naprawa) sprawiła, że postanowiłem sprawdzić na własnym organizmie czy można funkcjonować bez nieustannego „wspomagacza” w postaci komórki podłączonej do internetu, poczty mailowej, GPS, czy aplikacji typu Facebook i Twitter. Było chwilami zabawnie, ale i zaskakująco normalnie. Czas naprawy, która miała trwać 1 - 2 dni przedłużył się do 4,5 dnia i stał się małym eksperymentem społeczno-socjologicznym.

Masz laptopa i stałe łącze internetowe? Świetnie - okazało się, że nie trzeba cały czas patrzeć w ekran komórki. Ludzie czekają na odprawę przed wejściem do samolotu? Wszyscy wgapieni w ekrany smartfonów, a Ty możesz ich obserwować, bo co innego masz do roboty. Wynajmujesz auto na lotnisku? Nagle istotna staje się spostrzegawczość, pracujące ze zdwojoną czujnością zmysły. Nie masz GPS-u, nie masz map w starej komórce, a dostęp do internetu - choć związany z abonamentem a nie urządzeniem - praktycznie jest nieprzydatny. Zatem ponownie - jak w czasach „przedsmartfonowych” - zwracasz uwagę na znaki przy drodze. Myślisz intensywnie, patrzysz, a nawet pytasz innych o drogę. Np. obsługa w recepcji hotelu okazuje się przydatna bo może wytłumaczyć jak gdzieś dojechać, a nawet możesz zamówić budzenie. A przed wyjazdem z domu drukujesz sobie mapę z Google Maps. Zapomniałeś o tradycyjnych mapach, a od kilku lat byś zaprzątałeś sobie głowę takimi zmartwieniami jak trafić na miejsce…

Laptop i poczta mailowa są bardzo przydatne gdy chcesz do kogoś zadzwonić. Szukasz czyjegoś numeru telefonu, ale przecież tych wszystkich numerów nie pamiętasz (no może poza numerami tel. do członków rodziny choć i to pewnie nie wszystkich) bo były w Twojej komórce. Ale nie w Nokii… Wygrzebujesz numery ze starych maili. Wtedy dziękujesz Bogu za „upierdliwych” znajomych, którzy w każdego maila wstawiają korporacyjną stopkę. Kiedyś cię to denerwowało, a teraz cieszysz się z tego. Banalne, ale jakże przydatne w takiej sytuacji.

Uświadamiasz sobie, że Nokia służy Ci jedynie do dzwonienia. Laptop i dostęp do netu (WiFi lub własne mobilne łącze) pozwalają utrzymywać łączność ze światem. W ciągu tych czterech i pół dnia wielokrotnie przekonujesz się, że nie musisz nieustannie zaglądać do netu. Zyskujesz sporo czasu, zwłaszcza by obserwować innych ludzi. Więcej rozmawiasz, widzisz też coś czego wcześniej nie dostrzegałeś. Kupujesz np. gazetę (tygodnik) i możesz się na nim skupić. Włączasz radio lub tv i to wystarcza. W chwilach, gdy nie możesz rozłożyć laptopa nie czujesz się oderwany od newsów. Wiesz co się dzieje, a w publicznych miejscach spoglądasz nawet na ekran telewizora (och te paski w TVP Info :), by być na bieżąco.

Nie był to specjalnie zaskakujący czas, raczej rodzaj eksperymentu. To taki łagodny powrót do chwil, gdy internet już w naszym życiu był, ale naszych kieszeni nie wypełniały jeszcze smartfony ze stałym dostępem do internetu. Naukowcy alarmują, że żyjemy w czasach gdy to smartfony rządzą nami a nie my nimi. Odruch ciągłego spoglądania na ekran smartfona w obawie, że coś nam umknie wynika z tego, że ludzki umysł za „istotne” uznaje wszystkie nowe, intrygujące zjawiska (polecam bardzo ciekawy artykuł w ostatniej Polityce, numer 11/2018 „Jak przechytrzyć smartfon” Mariusza Herma).

Twórcy smartfonów i aplikacji doskonale wiedzą jak działa nasz umysł i nieustannie go „atakują” komunikatami. Możliwość odcięcia się - choć na jakiś czas - to też swego rodzaju niezwykła przyjemność smakowania bieżących chwil bez nieustannej weryfikacji co tam w mailach, na fejsie lub jaką potyczkę toczą na Twitterze. Polecam przeżyć taki smartfonowy detoks. Można zyskać dystans do wielu spraw, zwłaszcza do roli jaką powinien odgrywać w naszym życiu „jego ekscelencja smartfon”.