poniedziałek, 19 lutego 2018

Choroba „pierwszeństwa”. Media tańczą jak „zagrają” im Google, Facebook, Twitter

Onet i Telewizja Republika uśmierciły dziś Benedykta XVI. Wirtualnie pogrzebano też dziś Sylvestra Stallone. To codzienność Twittera. „Urobek” dziennikarzy internetowych portali, którzy w wyścigu o palmę pierwszeństwa (i walki o ruch na stronie) zdecydowali się opublikować nie zweryfikowanego newsa. Tylko dlatego, że był tweet opublikowany na wątpliwej jakości profilu. Wystarczył jeden rzut oka redaktora i przemożna potrzeba bycia pierwszym…

Po co to wszystko? Oglądalność (liczba Page View) od lat jest głównym probierzem sukcesów portali, serwisów. Opublikować „newsa” trzeba jak najszybciej bo, po pierwsze, będą się na nas powoływać, a po drugie - i to najważniejsze - lepiej zindeksuje nas wyszukiwarka Google. No i więcej internautów udostępni nasz post na swoich tablicach bo szybciej go dostrzegą. Więcej PV to więcej powierzchni reklamowych. Rozumiem to bo przez lata siedziałem w newsroomach i powtarzałem to setki razy redaktorom internatu. Napominałem, że ruch w sieci przynoszą serwisom głównie dwa największe bramki internetowe: wyszukiwarka i gigant social mediowy. Oczywiście rozumiem tłumaczenia Bartka Węglarczyka dyrektora programowego Onetu, że „tekst był przygotowany i czekał na publikację, ale w wyniku błędu redaktora…" Nie dziwi mnie postawa „publikować jak najszybciej bo oglądalność” tylko, że drodzy redaktorzy i dziennikarze mamy już rok 2018. To co było dobre jeszcze 5, 4 a nawet 3 lata temu już tak nie działa. Czas się opamiętać.

Czy w redakcjach znikły już całkowicie wszystkie hamulce? Nie obowiązują dziennikarskie zasady (sprawdzamy newsa w dwóch niezależnych od siebie źródłach)? Czy nie musimy już dbać o wiarygodność marki? Serwisy społecznościowe, co coraz częściej słychać zewsząd, przynoszą coraz więcej szkody niż pożytku debacie publicznej. Ot choćby Twitter, który był oprócz Facebooka areną działań rosyjskich. Nasz wschodni sąsiad wpływał na wybory prezydenckie w USA tkając swoją podchwytliwą narrację - stosunkowo niewielkim kosztem - by polaryzować poglądy społeczeństwa amerykańskiego oraz tworzyć wydarzenia, które znajdą odzwierciedlenie w mediach i zaangażują lokalne społeczności. Wygrał Trump, bo Clinton nie była na rękę Rosji. Czy przypadkiem na Kremlu nie jest już prowadzona podobna akcja wobec Polski…

Mediom wypada się opamiętać i dbać o wiarygodność. Kto za nas to zrobi? Politycy? Wątpię - szybciej przygotują jakiś kaganiec dla serwisów rozpowszechniających fake newsy niż przyłożą rękę do wspomagania jakościowego dziennikarstwa jako takiego. Twitter zdominowany przez tysiące fakeowych profili, gdzie łatwo wprowadzać w błąd opinię publiczną stał się miejscem gdzie głodne nowości portale łapią się na niemal każdą podpuchę. Nie generalizuję, ale po niemal 11 latach obecności na Twitterze widzę, że media w myśleniu o newsach zatrzymały się w poprzedniej epoce. Pierwszeństwo mierzone dodatkowymi wejściami okupione bywa ogromną ceną - utratą wiarygodności.

Nie chcę się powtarzać (czynię to często publicznie i w sieci) z tezą o nieuchronnym zwrocie wydawców w stronę pobierania opłat od użytkowników za treść. I to nie dlatego, że robi tak z sukcesem New York Times, tylko dlatego, że to najlepiej pozwoli zachować niezależność dziennikarską. Dla przypomnienia: model reklamowy w internecie nie przynosi spodziewanych dochodów bo powierzchni reklamowych w sieci ciągle przybywa, a jednocześnie ceny raczej spadają (programmatic, narzędzia). Finansowanie newsroomów online staje się jeszcze trudniejsze. Ewentualna droga do zrównoważenia kosztów przychodami od internautów staje pod znakiem zapytania jeśli wcześniej całkowicie zburzona zostanie wiarygodność mediów.

Zaufanie - tym cieszą się media (także internetowe) i to jest budulec na który warto stawiać. W badaniach widać, że zaufanie internautów do newsów pozyskanych w kanałach social mediowych słabnie. Jednocześnie po raz pierwszy wyraźnie wzrosło do mediów tradycyjnych (zakwalifikujmy do nich również serwisy online). I to wszystko w czasie gdy badania Distributed Content Revenue Benchmark Report 02.2018 pokazują, że przeciętnie jedynie 5 proc. przychodów online u wydawców pochodzi dzięki działalności na FB oraz Google.

Mark Zuckerberg zapowiedział i wdroży w życie zmiany algorytmów. Twitter? Bez konsekwencji  dla siebie podkopuje zaufanie do mediów, gdy redaktorzy tak łatwo dają się oszukiwać. Google - od niego zaczyna się ścieżka pozyskiwania newsa przez większość internautów. Dlatego ta walka o pierwsze miejsce - bo pozycjonowanie SEO. Tu warto przypomnieć jak jeden z serwisów uśmiercił przed czasem Wojciecha Jaruzelskiego - patrz screen. Bo chciał być najwyżej w wynikach wyszukiwania Google.

Media ciągle grają w grę na zasadach jakie dyktują im ogólnoświatowe platformy. Czy Facebook lub Twitter mogą wyeliminować fałszywe profile czy fake newsy? Oczywiście, że mogą tylko, że nie chcą być mediami (choć przez samych użytkowników są tak traktowane), bo to kosztuje. Jakościowe dziennikarstwo kosztuje. Jakościowe dziennikarstwo nie istnieje bez zaufania odbiorców, wiarygodności. Choroba „pierwszeństwa” szkodzi zatem wszystkim mediom.

***

Powyższy felieton nie jest bynajmniej próbą oceniania zachowania polskich mediów. Ale jako, że jestem teraz „obok mediów” a nie „w mediach” to czasem lepiej z tej pozycji widzę objawy słabości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz