niedziela, 18 maja 2014

Jak Google staje się wrogiem publicznym numer jeden w Europie


Dość niespodziewanie nadszedł czas gdy firma Google znalazła się pod silnym ostrzałem decydentów i mediów. Wreszcie zaczęto na poważnie dostrzegać zagrożenie jakie amerykański koncern z Mountain View niesie nie tylko dla wolności dyskusji (paradoksalnie sam stawia się w roli obrońcy tego prawa), ale dla równych warunków działania, dla konkurencyjności światowej gospodarki. UWAGA. Tekst jest pełen linków do źródeł.


Przypomnieć też warto, że jeszcze w lutym Google zdecydował się zmienić część zasad pokazywania wyników wyszukiwania. Od lat różne firmy oskarżały bowiem wyszukiwarkę, że ma uprzywilejowaną pozycję i m.in. manipuluje wynikami wyszukiwania oraz faworyzuje własne usługi, oczywiście kosztem konkurencji. Do sojuszu podmiotów krytykujących praktyki amerykańskiej firmy przyłączyło się ostatnio m.in. Allegro.

W tej walce na straconej pozycji eksperci stawiają wydawców prasowych skazując ich na powolne wyginięcie. Niestety, poza radami, że media tradycyjne mają się zmienić mało jest konkretów, porad, podpowiedzi jak prowadzić onlinowy biznes. Spór nabiera coraz intensywniejszych barw. Dla przypomnienia kilka ważnych wydarzeń z ostatnich kilku lat. 

Cykl życia firmy Google już kilka lat temu przekroczył pułap krytyczny. Gracze rynkowi (nie tylko wydawcy) nie protestowali dopóki Google był jedynie li tylko wyszukiwarką. Gdy w ostatnich 5 – 8 latach powstało wiele nowych produktów, które mogą konkurować z obecnymi dotąd na rynku graczami zaczęto na poważnie widzieć zagrożenie. MONOPOLU - nie bójmy się tego słowa. 


Google nie zawsze wygrywa. Często odnosi połowiczny sukces. Firma skapitulowała (a raczej zatrzymała swoją ekspansję) gdy przyszło jej walczyć o projekt Book Search. Pomysł Google opierał się na skanowaniu książek do cyfrowej bazy danych bez uzyskania wcześniejszej zgody właścicieli praw autorskich. Działania zwróciły uwagę wielu podmiotów prawa autorskiego i wydawców książek. Pozwali oni firmę z Mountain View o naruszenie praw autorskich, a Google zgodził się na polubowne załatwienie sprawy i wypłatę 125 mln dolarów odszkodowania. Produkt Book Search istnieje wciąż w sieci, ale nie jest jakoś aktywnie promowany przez Google, choćby z racji ubogiej oferty.

Google potrafi zrobić krok w tył, gdy natrafia na zdecydowany sprzeciw. Tak stało się w kilku krajach gdzie wydawcy (a dokładniej wydawcy tradycyjni, czyli prasowi) sprzeciwili się darmowej prezentacji swoich treści w automatycznie działającej wyszukiwarce/agergatorze Google News. W wielu krajach od lat toczy się walka o to, by firma Google płaciła producentom treści za nagłówki wykorzystane w Google News albo za fragmenty newsów prezentowane w wyszukiwarkach. Ostre spory na tym tle do tej pory wybuchały w Belgii, Francji, Niemczech oraz Brazylii.

Belgia. Firma Google porozumiała się z wydawcami. Umowa obejmowała m.in. różne umowy na usługi reklamy, w tym na reklamowanie usług Google w gazetach. Amerykańska firma w zamian obiecała zwiększenie widoczności treści wydawców m.in. przez współpracę przy dystrybucji treści na platformach mobilnych. Porozumienie warte było ponoć 6 mln dolarów. Amerykańska wyszukiwarka miała płacić za artykuł, do którego użytkownik dotrze za ich pośrednictwem lub za pomocą agregatora wiadomości (jak Google News). Marki takie jak "Le Soir", czy "La Libre Belgique" zniknęły z wyników wyszukiwania Google'a. Po tym jak drastycznie zmniejszył się ruch na stronach i przychody z reklam18 lipca 2011 roku, po miesiącu obowiązywania nowych zasad, belgijska Copiepresse się poddała. Uznała, że nie będzie egzekwować tego prawa.

Brazylia. Brazylijskie Narodowe Stowarzyszenie Prasy zakazało Google linkowania oraz umieszczania część leadu do publikowanych newsów wytworzonych przez firmy należące do stowarzyszenia. Według Stowarzyszenia internauci zamiast odwiedzać strony skanują tylko nagłówki i wstępy w Google News, a wydawcy tracą na takim zachowaniu.

Niemcy. Tu uregulowaniu stosunków Google=wydawcy całkiem niedawno pomogły tzw. pomocnicze prawa autorskie. Przeforsowano projekt ustawy, która daje niemieckim wydawcom prasy "wyłączne prawo do udostępniania w internecie treści w celach komercyjnych". Niemieckie gazety nie chcą bynajmniej zniknąć z internetu. Wydawcom - zresztą nie tylko u naszych zachodnich sąsiadów - nie przeszkadza, że firma z Mountain View w wynikach wyszukiwania oprócz tytułu publikuje fragmenty tekstów, ale sprzeciw budzi to, że nie płaci za to ani centa. A przecież Google zarabia na reklamach wyświetlanych przy wynikach wyszukiwania. Co ciekawe Google rozpętał w Niemczech silną akcję antylobbingową. W internecie firma z Mountain View dowodziła m.in., że ustawa miała oznaczać "wyższe koszty, mniej informacji i ogólną niepewność prawną".  Doszło do tego, że powstała strona z listą witryn, zawierających informacje na temat lokalnych członków parlamentu. To wszystko po to, by niemieccy internauci interweniowali bezpośrednio u nich, oczywiście zgodnie z interesem Google.
Gra na polu internetowym toczy się według reguł, które nadają takie firmy jak Google, Facebook, czy Twitter. Wydawcy ciągle gonią, próbują się dostosować, szukają skutecznych modeli biznesowych. Efekty są tego bardzo różne. Ostatnio z New York Times wyciekł interesujący wewnętrzny raport redakcyjny. Ich "innovation team" przez pół roku zbierał informacje by przeanalizować cyfrową strategię, zresztą nie tylko samej NYT.

Gdy mowa o NYT i jego próbach dostosowania się do cyfrowej rzeczywistości zawsze przypomina mi się film „prognoza przyszlości“ w postaci filmu science fiction o losach Google i NYT. 8-minutowy film stworzony przez fikcyjne Muzuem Historii Mediów przedstawiał „plan rozwoju“ Google. Film do obejrzenia tutaj http://idorosen.com/mirrors/robinsloan.com/epic/


W tym filmie, kilka lat temu, przewidywano, że w 2014 NYT ma przestać ukazywać się w princie. Patrząc na wyniki finansowe najważniejszej chyba gazety na świecie raczej nic tego nie zapowiada. Z problemami, ale wydawca ciągle rozwija cyfrową działalność, czerpiąc już z niej więcej przychodów niż z tradycyjnej. Można odwrócić bieg historii?

* Jeśli czytasz ten tekst i widzisz błąd lub informacje, które mogą ją uzupełnić proszę o sygnał - mail. Chętnie uzupełnię tekst o kolejne przykłady oraz linki do interesujących wpisów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz