sobota, 8 lutego 2014

Słonie, hieny, pasożyty. O kolejności „karmienia” w internecie

UWAGA. Poniższy tekst ukazał się prawie 5 lat temu - 3.03.2009 r. w serwisie Wiadomości24.pl  w czasach gdy byłem redaktorem naczelnym tego, największego w polskiej sieci, portalu dziennikarstwa obywatelskiego. Z racji aktualności wielu wątków i toczącej się dyskusji o ścianie paywalla w Agorze, zdecydowałem się go umieścić na blogu.

***

Pewnego dnia zamilkną serwisy internetowe prowadzone przez wydawnictwa medialne, a do kiosków nie dotrą gazety. Nie będzie niczego - mawiał pewien kandydat na prezydenta Białegostoku, który „zrobił karierę w sieci”. Tak, nie będzie niczego wartościowego, a portale i agregatory treści niemal całkowicie zamilkną. Niemożliwe? Możliwe, w USA już do tego się szykują...

Jak napisał Marek Miller amerykańscy wydawcy prasowi rzucają rękawicę internetowi. Wystosowano petycję, by przez 7 dni gazety nie publikowały żadnej treści w internecie. Celem jest próba obserwacji jak będą funkcjonowały portale agregujące treści gazet. TJ Sullivan, popularny niezależny dziennikarz, proponuje gazetom walkę z kradzieżą treści dziennikarskich w internecie. Sugeruje, by gazety, w okolicy amerykańskiego święta niepodległości, na tydzień zawiesiły działalność internetową - czytamy we wpisie na blogu Millera.

- Bardzo trudno będzie odzwyczaić czytelnika od darmowej treści w internecie - podkreśla dalej autor, a w konkluzji dodaje: - (...)gdzieś zatarła się różnica między prawdziwym, gazetowym dziennikarstwem, a tekstem kopiowanym przez portale takie jak Onet.pl czy Wp.pl. Często słyszę o ciekawym tekście przeczytanym na którymś z tych portali, a mało kto ma świadomość, że jego źródłem jest któraś z polskich gazet.

Pasożyty, słonie i hieny

W materiale Pasożyty żerują na serwisach i nieświadomych internautach podkreślałem negatywną rolę jaką odrywają te agregatory treści, które łamią prawo autorskie (wymieniałem Wykop, Sforę, Wyczajto). Są one jednak mniej groźne od internetowych hien. Jak hieny zachowują się zwykle portale, które do gołej skóry potrafią ogołocić innych z treści nie dając w zamian ani pieniędzy, ani ruchu - czytaj zwyczajowego linku do źródła. Wykorzystują dominującą pozycję zbudowaną przez ostatnich kilkanaście lat, gdy medialne słonie (czytaj wydawnictwa medialne :) poruszały się w sieci niezwykle ociężale. Portale nie linkują, zwykle nie płacą za obszernie cytowane newsy z serwisów gazetowych. Ten obyczaj sprawił, że możemy dziś wyróżnić trzy grupy podmiotów newsowych w internecie: słonie - czyli wydalające z siebie treść na masową skalę wydawnictwa i ich strony internetowe, hieny - portale, które przełkną wszystko i pasożyty - agregatory.

Internet mimo popularności blogów, dziennikarstwa obywatelskiego, czy w ogóle idei Web 2.0, nie wytwarza tyle treści, by być całkowicie samowystarczalny. I niech nie zmyli nikogo istnienie redakcji w portalach. Proszę usunąć każdego poranka ze stron informacyjnych Onetu, WP, czy Interii wszystko co jest „zlizywaniem” treści po gazetach (w tym doniesienia PAP!), a będzie widać skalę zjawiska. Jeśli już sieć coś wytwarza to gigantyczną ilość śmieci. Wystarczy porównać liczbę blogasków z naprawdę wartościowymi blogami. - A gdy (...) papierowe czasopisma znikną, zostanie sam śmieć. Ludzie z portali przyuczeni do byle-co-byle-szybko-byle-skąd-byle-nius nagle nie zaczną kreatywnie szukać tematów i pisać przemyślanych artykułów – komentuje Marcin Kasperski pod wpisem Hazana na blogu www.antyweb.pl dotyczącym owej „wojny gazety z internetem”.

Tylko, że to nie jest wojna gazet z internetem, a po prostu potyczka o pieniądze, ale i jednocześnie kształtowanie się nowego ładu informacyjnego. Wszyscy już wiedzą, że wydawnictwa medialne działające w Polsce (może poza Agorą) nie doceniły kilka lat temu internetu, jako miejsca gdzie można zarabiać. Zaczyna się kolejna odsłona bezpardonowej walki o szmal i - owe medialne, nieruchawe słonie, jak bywają nazywane wydawnictwa - zdecydowane są użyć każdej legalnej broni, by walczyć o swoje. Spada sprzedaż gazet, maleją wpływy z reklamy i do sieci ucieka czytelnik papieru - to jasne, że poważniej traktują rwący strumyk pieniędzy z reklamy w internecie. I chcą go porządkować...

Nieruchawe "medialne słonie"?

- Ochrona prawa autorskiego wydawców w internecie ma dwa oblicza: – pierwsze odnosi się do korzystania i oferowania cudzych treści bez uprawnienia, co jest nielegalne w myśl obowiązujących przepisów, – drugie dotyczy korzystania z treści w ramach dozwolonego użytku - wyjaśnia Maciej Hofman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy, skupiającej największe podmioty w tej branży. - Oba problemy wymagają odpowiednich regulacji prawnych tak, by nie ograniczać „wolności słowa” z jednej strony, ale z drugiej zapewnić twórcom i producentom należytą rekompensatę.

- W zakresie korzystanie z cudzych treści bez uprawnienia, wydawcy będą musieli wprowadzić czytelne zasady korzystania z materiałów prasowych obowiązujące w środowisku cyfrowym i ścigać tych, którzy te zasady naruszyli. Takie działania podjęła już „Gazeta Prawna” i „Rzeczpospolita” - kontynuuje Hofman. - Jeśli chodzi o dozwolony użytek to będzie to wymagało podobnego podejścia jak w przypadku reprografii. Tu należy przewidywać obciążenie opłatami urządzeń kopiujących i środków umożliwiających kopiowanie, ale też urządzeń umożliwiających dostęp do internetu i opłat za korzystanie z tego dostępu. Rozwiązanie formalne i faktyczne tych problemów będzie podstawą do budowy modelu biznesowego gwarantującego rozwój wydawnictw prasowych - podkreśla dyrektor generalny IWP.

Od 23 lutego wiadomo, że szykuje się duży proces o naruszanie praw autorskich w sieci. Tego dnia Presserwiss doniósł: - Infor Biznes wysłał do sądu pierwszy pozew w sprawie naruszenia przez serwisy internetowe praw autorskich do tekstów pochodzących z "Gazety Prawnej" i portalu Forsal.pl. Wydawca jako pierwszą pozwał Polską Federację Rynku Nieruchomości, bo jego zdaniem bez zgody spółki Infor Biznes zamieszcza ona w swoim serwisie internetowym materiały przygotowane przez dziennikarzy ”Gazety Prawnej” i Forsal.pl. Wydawca zapowiada, że podobnych pozwów może być ponad 70. Listę podmiotów podejrzanych o naruszenie praw autorskich przygotował we współpracy z firmą Plagiat.pl.

Infor szacuje straty na milion złotych i od jednej tylko z firm zażąda prawie 100 tys. zł. Czy proces i ewentualny wyrok odstraszy innych? Wątpię bo dla niektórych portali, serwisów, wortali treść wykorzystywania bez zgody właściciela (cóż za eufemizm na określenie kradzieży!) jest podstawą istnienia i zarobków, modelem biznesowym.

A może jednak pobierać opłaty za dostęp do treści?

Czy w polskim internecie można poważnie myśleć o pobieraniu opłat za dostęp do treści? Warto prześledzić tok myślenia jaki prezentuje prof. Jan Błeszczyński, specjalista od prawa autorskiego i prawa własności intelektualnej. W wywiadzie udzielonym "Gazecie Prawnej" mówił m.in.: - Internet otwiera ogromne możliwości korzystania z twórczości, w którym nie zawsze możliwe jest uchwycenie faktu konkretnego korzystania z utworu. Profesor dywagując o próbach ucywilizowania sieci podkreśla, że z (...) punktu widzenia prawa autorskiego sprawa przedstawia się prosto - ustawa powiada, że twórca korzysta z wyłącznej ochrony w zakresie rozporządzania utworem, z wyjątkiem sytuacji wymienionych w ustawie, w szczególności użytku osobistego. Jeżeli do wymiany dochodzi pomiędzy osobami pozostającymi w osobistym związku (np. rodzinnym lub towarzyskim), jest to dozwolone. Jeżeli natomiast wymiana jest realizowana w ramach zorganizowanej akcji, z punktu widzenia prawa autorskiego nie widzę istotnej różnicy pomiędzy taką wymianą a np. najmem lub użyczeniem egzemplarza utworu.

Krąg rodzinny i towarzyski jest częstym argumentem niektórych serwisów. Twórcy JoeMonster tak powołują się w rubryce „Prawa autorskie” na licencję GNU oraz „krąg znajomych”: Większość tekstów, obrazków oraz innych plików multimedialnych wykorzystywany w serwisie pochodzi z przepastnych czeluści ogólnoświatowej sieci Internet i stanowi dziedzictwo oraz dorobek tysięcy bardzo często bezimiennych osób, które napisały/narysowały/zrobiły zdjęcie/fotomontaż/prezentacje czy też inne rzeczy po to by zainteresować czy rozbawić swoich znajomych. My pokazujemy je naszym znajomym, czyli Wam. Kontynuujemy tym samym łańcuszek dobrej woli pozostawiając oryginalnym autorom ich prawa autorskie, a w przypadkach kiedy ich znamy umieszczamy zawsze odpowiednią adnotację i staramy się otrzymać zgodę na publikację.

Agregatory, czyli np. serwisy będące zbiorem linków są grupą osób pozostającą w związku towarzyskim? Rodzinnym? JoeMonster - łańcuszek ludzi dobrej woli? Prof. Błeszczyński nie docenia chyba internautów, pokolenia przyzwyczajonego do tego, że z sieci wszystko można pobrać za darmo: filmy, muzykę. Dlaczego mają nie korzystać za darmo z informacji przygotowanych przez inne serwisy?

Uczciwa konkurencja biznesowa?

Cywilizowanie obrotu treściami wydaje się nieuchronne. I to nie tylko za sprawą działań podmiotów przenoszących działalność z papieru do internetu. Dziennikarze obywatelscy działający w serwisie Wiadomości24.pl są tak samo okradani tak jak zawodowcy Ciekaw jestem ilu blogerów zakrzyknie: Łapać złodzieja! Który portal zapłacił (choćby linkiem) za to co zacytował? Polskie prawo, a właściwie instytucje naszego państwa nie potrafią sobie poradzić z prostą sprawą: Krystian Jamróz autor zdjęć z Wiadomości24.pl, które bezprawnie wykorzystano na komercyjnej stronie internetowej bezskutecznie stara się od kilku miesięcy dochodzić swych praw. Policja i prokuratura umorzyły postępowanie w jego sprawie...

Warto pamiętać, że upadek medialnych koncernów oznacza kiepskiej jakości dziennikarstwo. Już dziś nie wszystko co z medialnych gigantów wypływa do sieci jest wartościowe. Pamiętajmy też, że nie można ograniczać konkurencji w sieci. Na blogu Millera komentujący „macieklew” napisał: - Skoro ludzie chętniej odwiedzają portale, to jest to wyzwanie dla prasy. Konkurencja - tak to się nazywa, w kapitalizmie :) Jesteś lepszy, to kupują od ciebie - proste. Nie walczyć z konkurencją, tylko być lepszym od niej - oto rozwiązanie.

Uczciwa rywalizacja jest możliwa tylko gdy gracze trzymają się zasad. Dlaczego hieny, czyli portale tak chętnie cytują w całości newsy z innych serwisów informacyjnych (nie tylko należących do medialnych słoni), a nie dają linków? Może gdy rozjuszone słonie ruszą atakując całym stadem się przestraszą?

Uważam, że zarówno w interesie „medialnych słoni”, jak i hien oraz pasożytów jest stworzenie kodeksu dobrych praktyk w internecie oraz wyrzucenie poza nawias złodziei. Pierwszą zasadę już sformułowaliśmy Po pierwsze nie kradnij. Druga może brzmieć: Zawsze linkuj do źródła informacji. Dopóki wszystkie podmioty tworzące wiarygodną treść, czyli zatrudniające dziennikarzy serwisy i portale nie będą wobec siebie uczciwe, o ochronie praw autorskich nie ma mowy.

***
Pasożyt - organizm cudzożywny, który wykorzystuje stale lub okresowo organizm żywiciela jako źródło pożywienia i środowisko życia; może doprowadzić organizm żywiciela do wyniszczenia a nawet śmierci.

Hiena - potrafi wyczuć pożywienie z odległości wielu kilometrów. Zjada wszystko co się da strawić. Ma bardzo silne szczęki zdolne skruszyć kość słonia.

Słoń – jest roślinożerny; nieliczne zęby jakie posiada wykorzystuje są do rozdrabniania pożywienia, jeżeli straci wszystkie zęby na raz, nie może jeść i ginie z głodu. Słoń szarżuje z prędkością 30 km/h, rozszalałe stado potrafi stratować na swojej drodze wszystko... 

Źródło Wikipedia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz